5

Psychologiczny mechanizm wyparcia działał bardzo silnie. Wiadomo – złe rzeczy chcesz trzymać jak najdalej od siebie. A może gdybym uwierzyła w to wszystko, zamknęła wcześniej klub, tak jak od jakiegoś czasu planowałam, nie trafiłabym do więzienia. No ale niestety. Buta i mamona mnie zaślepiły. Zaćmiły mi rozum. W tamtym czasie bardzo brakowało mi pokory. Nabrałam jej dopiero z wiekiem. Trudno się dziwić, że nie byłam pokorna. Zamknęli Pawła i zostałam sama – słomiana wdowa na włościach. Sama prowadziłam klub, nie miałam nie wiadomo jakiej ochrony, nie bałam się niczego i nikogo, a na pewno nigdy nie pozwoliłam sobie na to, żeby okazać słabość. W tym świecie nie możesz być słaby – słabi są pożerani, a ja chciałam żyć. I rządziłam.

W świecie, w którym żyłam, moim mrocznym świecie, cieszyłam się ogromnym szacunkiem i poważaniem. Nikt nigdy nie zrobił mi nalotu, nie groził mi, nie straszył. W Kotlinie Kłodzkiej byłam kozakiem, mocarzem. Robiłam, co chciałam. Kiedy wchodziłam do knajpy z ochroniarzami, cichły rozmowy. Właściciele podchodzili i mnie witali, a ja czułam, że to moje miasto.
Oj, niedobra byłam.

Wszyscy mnie znali. To miasto było moje. Czułam się wielką panią, a przecież miałam dopiero trzydzieści parę lat. Czy uderzyła mi do głowy sodówa? No chyba wtedy tak… ☹. Pokorna nie byłam nigdy, ale wtedy odwaliło mi całkiem.

Teraz, kiedy piszę o moich „rozmowach” z psiarnią, o tym, jak wyzywałam ich przez telefon, tak naprawdę nie chce mi się nawet z tego śmiać. Nie odnajduję w sobie tego, co czułam w tamtym czasie – tej złości na nich, buty, przekonania o własnej wyższości. Przeciwnie. Z perspektywy czasu i po tym wszystkim, co przeszłam później, widzę, że tamto zachowanie było denne. Frajerskie.
To, co robiły wtedy psy – jak ich z lubością nazywałam, to była przecież ich praca. Ci ludzie po prostu wykonują swoją robotę, żebyśmy mogli spokojnie żyć! Gdyby ich nie było, pewnie nie moglibyśmy nawet bezpiecznie wyjść na ulicę. Policjanci nie byli moimi wrogami, oni po prostu pracowali. A mi tak brakowało pokory, taka byłam butna i zaślepiona swoją władzą, że właśnie w nich widziałam swoich największych przeciwników. Kiedy ich wyzywałam przez telefon, nawet do głowy mi nie przyszło, że to nie ich wina, że muszą mnie podsłuchiwać, tylko moja. Bo to ja broiłam.

Oczywiście, gdyby ktoś zapytał, czy żałuję tego, co działo się w moim życiu, musiałabym odpowiedzieć to, co mówię zawsze – nigdy niczego nie żałuję. W życiu nie wolno żałować tego, co się zrobiło, ani tego, czego się nie zrobiło, bo i tak „to se nevrati”. Ale kiedyś myślałam, czy jest w moim życiu coś, co zrobiłabym inaczej. I może jest.

Na pewno nie ufałabym tak ludziom, jak ufałam, i na pewno nie dałabym się złapać ☹.

Jednak, kiedy spojrzę za siebie, mogę powiedzieć z całą pewnością, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Gdyby mnie nie złapali, nie trafiłabym do więzienia.

Gdyby nie więzienie, nie znalazłabym się w telewizji. Nie zostałabym Królową Życia, nie spełniłabym swoich marzeń o graniu w filmach, o mieszkaniu w Egipcie. Ale przede wszystkim nie dojrzałabym jako człowiek, bo w więzieniu przeszłam ekspresowy kurs dojrzewania. Wyższą szkołę życia w pigułce. Więzienie nauczyło mnie pokory i tego, że to wcale nie pieniądze są w życiu najważniejsze. Bez wielu rzeczy, o których człowiek myśli, że musi je mieć, że są niezbędne do życia, po prostu można się obejść. I to bez większego problemu. Teraz wiem, że nie ma nic droższego niż wolność, zdrowie, rodzina. Wszystko inne nie ma znaczenia.