4

Cela numer 6 na dole, do której mnie skierowano, miała może ze dwa na cztery metry. Oprócz mnie były tam cztery dziewczyny. Baśką, która zabiła męża, Ewka, która dźgnęła swojego, ale przeżył, Dorota, co miała wszy, ale nie pamiętam, za co siedziała. Całe szczęście, że nie przeszły od niej na żadną z nas. Oprócz nich była jeszcze jedna dziewczyna, której zupełnie nie mogę sobie przypomnieć.
One cztery spały na piętrowych pryczach, a ja na rozkładanym na podłodze materacu. Kiedy go kładłam, w celi w ogóle już nie można się było ruszyć, więc robiłam to tylko do snu. Rano rzucałam materac na łóżko lub opierałam o ścianę, żeby ktokolwiek mógł na przykład iść do toalety. Tak więc w dzień raczej poleżeć nie mogłam, bo nie bardzo miałam na czym siedzieć. Siedziałam z dziewczynami na ich pryczach. Ale poza tym cela była zajebista. Świetne dziewczyny, w ogóle nie chciałam zamienić jej na inną.
Pierwszego dnia jeszcze nie płakałam. Nadal byłam w szoku i ciągle żyłam nadzieją, że lada moment przyjdzie mój adwokat i powie, że wychodzę do domu. Jeszcze do mnie nie dochodziło, jak poważna jest to sprawa i w ogóle nie zdawałam sobie sprawy ze swojego położenia.
Dziewczyny od razu się mną zaopiekowały. Zrobiły mi herbatę, bo nie miałam ze sobą nic. Nawet nie wiem, czy by mi pozwolili coś przynieść z wolności, przecież każda rzecz pochodząca z tamtego świata musi przejść przez kontrolę. Ale one nie patrzyły na to. Dostałam herbatę, przywitały jak swoją, chociaż już na pierwszy rzut oka mocno się od nich różniłam. Miałam futro, fryzurę, świecące nowe buty. Byłam inna. Mogły powiedzieć: „Wypierdalaj tam, z nami nie jedz”. To nie byłoby bardzo dziwne w więzieniu. Ale tak nie zrobiły. O nic mnie nie pytały. Nie próbowały się dowiedzieć, za co nie wsadzili. Pamiętam tę herbatę i to, że mnie pocieszały. Bardzo mi to było wtedy potrzebne.

Wiele więcej z tego pierwszego dnia nie zapamiętałam. W ogóle bardzo dużo wspomnień z więzienia wyparłam. Nie rozpamiętuję tego złego czasu.
Ewa była z nas najstarsza. Miała dobrze po pięćdziesiątce. Dźgnęła męża nożem, bo się nad nią znęcał, ale przeżył i ją zamknęli. Baśka była dużo młodsza ode mnie, nie wiem, ile miała lat. Zabiła męża, bo strasznie ją bił. Do więzienia przyjechała skatowana, głowę miała tak spuchniętą, że była wielka jak telewizor. Broniąc się, dźgnęła skurwysyna nożem i niefortunnie trafiła w opłucną. On osunął się na fotel, wyglądało to, jakby po prostu przysiadł. Na koszuli była tylko mała plamka krwi. Oczywiście był wtedy pijany, więc Baśka myślała, że śpi, a on już nie żył. O Dorocie wiele nie wiem. Ciągle spała odwrócona do nas plecami. Nie było z nią kontaktu. Tej czwartej nie pamiętam wcale.

Zastanawiałam się, jak te dziewczyny do mnie podejdą. Myślałam, że będzie jak na filmach – wchodzisz i musisz się spowiadać, kim jesteś, za co siedzisz. Albo dostajesz od razu wpierdol. Albo każą ci coś robić. Na szczęście nic takiego się nie wydarzyło. Dobrze się czułam z nimi.