3

Kiedy zatrzymali mnie w klubie, miałam na sobie fioletowe futro, które ma swoją historię, specjalne miejsce w mojej szafie i w moim życiu. Kiedy już wiedziałam, że jednak spędzę za kratami nieco dłuższy czas, poprosiłam, aby mi je przywieźli. To w nim zapierdalałam po spacerniaku na Kleczkowskiej, wzbudzając sensację, którą pewnie wspominają do dziś.
Prawda o mnie była mniej kolorowa, niż to było widać na pierwszy rzut oka. W ciągu paru tygodni z królowej stałam się osadzoną. Zostało mi tylko to fioletowe futro i szpilki z piórami. Miałam ciuchy, ale byłam w więzieniu. Moje królewskie futro mogłam włożyć na spacerniak albo do sądu, albo przykryć się nim, bo w więzieniu bywa naprawdę zimno.

Poprosiłam, żeby mi je przysłali z domu, bo na rozprawie w sądzie chciałam wyglądać dobrze. Oprócz tego, że świetnie wyglądało i robiło naprawdę duże wrażenie, był jeszcze jeden czynnik, który decydował o jego wyjątkowości – było od Pawła. Dostałam je w szczególnych okolicznościach. Wtedy w więzieniu to było dla mnie bardzo ważne. Dzięki temu, że miałam je przy sobie, mogłam poczuć się, jakby Paweł choć w taki sposób był ze mną.